praca kaligrafa podczas warsztatów

Pełen uniesień, może trochę cierpiący, ale zawsze z zachwytem patrzący na swoje dzieła: oto skrócony portret romantycznego artysty. Malarza, kaligrafa, poety, ilustratora… kogokolwiek związanego ze sztuką.

Ani to pomocne, ani rzeczywiste, a powiedziałabym, że nawet bardzo szkodliwe. Od dłuższego czasu obserwuję już szerzenie właśnie takiego obrazu artysty, czy raczej mityzacji samego zawodu, w którym też czasem na chleb czy rachunki trzeba zarobić. O dziwo!

Jako że lubię narzekać, a także zajmuję się kaligrafią – de facto sztuką – postanowiłam trochę zburzyć ten mur mitów narastających wokół tej profesji i pokazać, jak wygląda praca kaligrafa od tej (pozornie) mniej inspirującej, przyziemnej strony.

Moje kaligraficzne początki

Kaligrafii zaczęłam uczyć się na początku 2016 roku, a więc w momencie pisania tego posta mija już 5 lat. Od września 2018 mam swoją działalność gospodarczą, można więc zatem powiedzieć, że zajmuję się tym zawodowo (choć nie ma kodów PKD stricte dla kaligrafów ;)). Dodam na wszelki wypadek, że będę opisywać moje doświadczenia, które niekoniecznie są w całości uniwersalne, ale myślę, że mogą wskazywać na wiele istniejących schematów i procesów występujących także u innych.

Pytania z wpisu pochodzą od moich Instagramowych obserwatorów, za które bardzo dziękuję!

Jak zacząć?

Odpowiedź jest prosta: od podstaw! Najlepiej znaleźć dobrego nauczyciela – czyli takiego, który naprawdę zna się na tym, co robi – i uczyć się pod jego okiem. Można zrobić research tego, co nam się podoba: jaki styl najbardziej odpowiada, co wydaje się najciekawsze, jaki jest cel naszej nauki. A potem pozostaje już tylko sumiennie ćwiczyć. Tylko tyle i aż tyle!

Jak się nauczyłam kaligrafii i od kogo?

Kiedyś to było większym powodem do dumy, dziś chyba bardziej wyrazem ignorancji, ale uczyłam się głównie sama, posiłkując się materiałami znalezionymi w internecie. Jakkolwiek “samouk” brzmi niekiedy imponująco, tak można stracić mnóstwo czasu na walkę z niewłaściwą techniką (o której nie ma się pojęcia), szukanie odpowiednich materiałów (i umęczyć się przy pisaniu tuszem rysunkowym ;))… można, ale czy warto?

Już niejednokrotnie podczas warsztatów kaligrafii zauważałam, że efekty po 3-godzinnej sesji pisania były lepsze niż moje po pół roku uczenia się metodą prób i błędów. Cieszę się natomiast, że obserwowałam skrupulatne osoby, które dzieliły się swoją wiedzą i zachęcały do samodzielnego poszerzania wiedzy. Dzięki temu od początku wiedziałam, żeby nie pisać: a) obsadką skośną Speedballa oraz b) obsadką skośną trzymając ją na prosto. Drobne rzeczy, ale kluczowe!

Czy pracy kaligrafa jest więcej tzw. papierkowej roboty czy samego tworzenia?

Powiedziałabym, że ani jednego, ani drugiego; jest nie tyle dużo papierkowej roboty, co kwestii organizacyjnych, marketingowych, księgowych. Mogłabym kaligrafować ile tylko bym chciała, ale jeśli nikt nie będzie o tym wiedział, to dla kogo to będę robić? 😉

Faktyczne kaligrafowanie to tak naprawdę tylko pierwszy krok. Później wypada zrobić zdjęcia, obrobić je w programie graficznym, podzielić się nimi na mediach społecznościowych, wykorzystać we wpisie na stronie (i sam wpis napisać), stworzyć do tego odpowiednią ofertę, przemyśleć pozycjonowanie… a to tylko jeden przypadek z wielu. Jeśli miałabym szacować proporcje kaligrafowania do całej pracy dookoła, byłoby to 5% do 95%.

Podejrzewam, że tak to wygląda w każdym przypadku – o ile nie jest się zatrudnionym gdzieś jako kaligraf, bez prowadzenia własnej działalności.

Po jakim czasie od rozpoczęcia nauki pisania podjęłaś się pierwszego zlecenia?

Pierwsze zlecenie robiłam mniej więcej 2,5 roku po rozpoczęciu nauki i to dosyć klasycznie, czyli ślubnie. Natomiast patrząc na to doświadczenie dzisiaj, jestem skłonna stwierdzić, że to było o wiele za szybko! Byłam świadoma, że wykonanie nie jest aż tak dobre, jak mogłoby być, a jednocześnie jeszcze nie potrafiłam poprawić tego, co trzeba. Krzywdy nikomu nie zrobiłam – a przynajmniej taką mam nadzieję – ale powinnam była jeszcze się podszkolić przed wykonywaniem prac dla innych osób. Nie ma co się spieszyć!

To, co na pewno polecam, to znaleźć znajomych biorących ślub; na pewno z chęcią przyjmą kaligrafowany prezent, jak na przykład winietki. Będą szczęśliwsi z perspektywą oszczędności, a dla Ciebie jest okazja, żeby sprawdzić się na tym gruncie.

Jakie sprzęty, jakie programy komputerowe są pomocne?

W jakiejkolwiek pracy powiązanej z grafiką, absolutnie niezastąpiony jest pakiet Adobe; ja praktycznie codziennie korzystam z Photoshopa, trochę rzadziej z Lightrooma. Nie wyobrażam sobie pracy bez nich!
Do tworzenia arkuszy ćwiczeń używam Adobe Illustratora, który jest niezbędny do przygotowania plików do druku. To wszystko oczywiście wymaga komputera, któremu niestraszne są wyższe obroty. 😉

Z innych sprzętów posiadam jeszcze drukarkę, która dzielnie drukuje zeszyty ćwiczeń w naprawdę profesjonalny sposób, aparat-bezlusterkowiec Sony A6000, bez którego by nic nie było (wszystkie zdjęcia robię właśnie aparatem, a nie telefonem). I oczywiście zawsze pod ręką są przybory do kaligrafii. Poza tym, ja nie korzystam z dodatkowych gadżetów jak laserowa linijka czy mieszadełko do tuszu, ale na pewno ułatwiłyby pracę.

Podsumowując…

Czy coś Cię zaskoczyło w mojej pracy kaligrafa? Dla mnie największym zaskoczeniem było to, jak naprawdę niewiele w pracy twórcy jest samego tworzenia. Niestety! Może ta kwestia wygląda inaczej, jeśli ma się już ugruntowaną pozycję na rynku i świetnie działający biznes. A wszystkim innym – czyli też mnie – pozostaje zostawiać krew, pot i łzy, ale też trochę serca, w tej ciężkiej codziennej pracy.

Za kulisy pracy kaligrafa zapraszam na mój Instagram; staram się tam regularnie odczarowywać mit artysty przyziemnym, zwyczajnym życiem. 😉