Podsumowanie roku: lista kaligraficznych ulubieńców

Nadszedł w końcu ten czas, kiedy trzeba spojrzeć na ostatnie 12 miesięcy i wyłonić swoich ulubieńców. Wygląda na to, że motyw przewodni to „długo się zastanawiałam, czy kupić, a potem uznałam, że co mi tam”. Motyw poboczny to, jak się okazuje, „w dodatku nie znam właściwego nazewnictwa„. 😉
Przejdźmy więc do listy produktów i narzędzi, po które sięgałam z największą przyjemnością w minionym roku. Tym razem jest cały przekrój: od urządzeń elektronicznych, przez złocenie, metaliczne brush peny, aż po papier. Jest w czym wybierać!

Mam nadzieję, że moja lista zainspiruje Cię do próbowania nowości i szukania nowych form wyrazu! Czasem niewiele trzeba, by odkryć coś, co się bardzo polubi. Zajrzyj też do moich ulubieńców z poprzedniego roku: Ulubieńcy 2020. Nadal codziennie mi towarzyszą. 🙂

1. Do dodawania blasku: Pióro do odręcznego złocenia Foil Quill Freestyle

Uwielbiam wszystko, co się błyszczy; nie mogłam więc odmówić sobie wypróbowania pióra do odręcznego złocenia. To nie tak, że nie próbowałam – przymierzałam się do tego zakupu co najmniej pół roku. Mój największy problem z gadżetami tego typu to słomiany zapał. Jestem zachwycona perspektywami tworzenia, ale gdy przychodzi co do czego, robię trzy projekty i odkładam narzędzia na kiedyś.

Trzeba jednak kiedyś się lepiej zorganizować, tak więc uznałam, że warto zaryzykować. Zdecydowałam się na Foil Quill Frestyle od W R Memory Keepers z cienką końcówką. Pierwsze efekty są oczywiście zachwycające! Pióro (o ile można je jeszcze tak nazywać) jest bardzo proste w życiu. Wystarczy podłączyć do prądu, poczekać, aż się nagrzeje, a później pisać nim po folii transferowej.

Na dokładną recenzję na pewno skuszę się po dłuższym czasie użytkowania, bo zauważyłam już pewne ograniczenia, o których warto wiedzieć. Jeśli jednak trafimy na dobrą powierzchnię i chcemy uzyskać efekt trwalszy niż tuszem czy markerem, błyszcząca folia to świetny wybór.

2. Do cyfrowego tworzenia: iPad Pro

Idąc dalej tropem przezwyciężania niechęci do wydawania pieniędzy, zdecydowałam się na iPada Pro wraz z Apple Pencil. Miałam przed sobą wizję „kaligrafowania” (nawet nie podejmuję się zadania, jak prawidłowo nazwać ten proces), łatwego i szybkiego przygotowania grafik, edycji zdjęć i filmów… lista zadań i oczekiwań jest o wiele dłuższa, ale najważniejsze, że w zasadzie wszystkie są spełnione.

Zdecydowałam się na tablet o przekątnej 11 cali i na moje potrzeby jest zupełnie wystarczający. Dwa cale więcej wydawały się już przesadą. 😉 Po zainstalowaniu koniecznych aplikacji do pracy, czyli pakietu Adobe i Procreate, mogłam przystąpić do pracy. Procreate jest chyba najczęściej używanym programem do „kaligrafowania” – można używać pędzle reagujące na nacisk tak, by jak najlepiej oddały efekt pisania stalówką.

Dodatkowo zakupiłam zestaw pędzli od Saffron Avenue, które bardzo sobie chwalę. A jeśli ktoś ma ochotę na własne eksperymenty z ustawieniami, z pewnością znajdzie tu wiele możliwości.

A o tworzeniu-kaligrafowaniu na iPadzie na pewno powstanie też oddzielny wpis!

3. Do błysku brush penami: metaliczne brush peny Papermania

Zwykłam mówić, że stalówka i metaliczny tusz mają tę przewagę nad brush penami, że są w stanie wyczarować pięknie połyskujące napisy… i nadal się w pełni pod tym podpisuję, ale z małą gwiazdką. Podpatrzone u Aliny z CreativeFeelDesigns metaliczne brush peny DPCraft Papermania są zdecydowanie warte rozważenia.

dpcraft papermania metaliczne brush peny

W akcji widziałam je po raz pierwszy podczas podpisywania plastikowych bombek – błyszczące i nie rozmazujące się? Szok! Na szczęście są łatwo dostępne w Polsce i w ciągu paru dni mogłam zacząć testować je na własną rękę. Wiadomo, że brush peny nie będą połyskiwać aż tak bardzo jak tusz, ale efekt jest bardziej niż zadowalający, a zachowujemy przy tym łatwość i szybkość użycia. Do pisania na szkle lepiej użyć innych pisaków, ale na papierze, plastiku i folii (na tych trzech materiałach sprawdzałam), te metaliczne brush peny są świetną opcją.

4. Papier o wyjątkowych kolorach: Keaykolour

Nie wiem, czy idealne dopasowanie kolorystyczne dp noszonego lakieru do paznokci jest odpowiednim kryterium wyboru ulubionego papieru, ale tym razem na szczęście idzie w parze z innymi ważnymi aspektami. Wystarczająco gładki (bo nie idealnie, ale nie szkodzi), z lekką fakturą, o nietuzinkowych kolorach – czego chcieć więcej od ozdobnego papieru? A taka właśnie jest seria Keaykolour. Jedyny mankament to nie najlepsza odporność na światło; może wyblaknąć po jakimś czasie, ale jeśli nie trzymamy papieru na słońcu, powinno być w porządku.

Niech na jego korzyść dodatkowo przemawia też fakt, że pamiętam nazwy kolorów, po które sięgam najczęściej. W pełni zasłużone miano ulubieńca roku!

Przeglądając galerię zdjęć z ostatniego roku w poszukiwaniu ulubieńców zauważyłam, że większość moich narzędzi w kaligrafii jest niezmienna: te same stalówki, bloki i tusze. Cieszę się jednak, że udało mi się wyjść poza to, co znam, w poszukiwaniu nowości. Oby moja lista przydała się w Twoim odkrywaniu perełek!

Z kaligraficznymi pozdrowieniami,
Natalia