Pasja i praca

Zazwyczaj wygląda to tak: odkrywasz jakieś zajęcie, które jest dla Ciebie przyjemne, na przykład… haftowanie. Skoro przyjemne, to zaczynasz poświęcać temu więcej czasu. To z kolei powoduje, że haftowanie wychodzi coraz lepiej, szybciej, ładniej. Wracasz do haftowania coraz częściej i bardzo lubisz to robić. Gratulacje! Oto Twoja pasja – ale (jeszcze) nie praca.

Kiedy kogoś obdarowujesz, słyszysz “ojej, jakie ładne! czemu tego nie sprzedajesz? byłoby mnóstwo chętnych“. I rzeczywiście zaczynasz z czasem myśleć, a dlaczego by nie?

Koleżanka koleżanki wysyła wiadomość, czy wyhaftujesz tamborek dla jej dziecka, bo bardzo jej się spodobał u kogoś innego. Znajomych bliższych i dalszych przybywa, a w końcu musisz prowadzić tabelkę, co dla kogo robisz i na jaki termin zdążysz najwcześniej. Wszystkim mówisz, jak miło jest łączyć pasję z pracą – marzenie! Robić to, co się kocha. Każdy jak słyszy, to zazdrości.

I gdzie tu problem?

…od miłości do nienawiści

Problem, jak zwykle, tkwi w oczekiwaniach i rozczarowaniach. Kiedy robimy coś dla siebie, rzadko towarzyszą nam oczekiwania innych. Nikt za to nie płaci, zwykle nikt nie czeka. Jak zrobisz, to super, jak nie zrobisz, tragedii nie będzie. Czy zajmie Ci to tydzień, czy kwartał, ważne będzie samo działanie, a efekt będzie miłym efektem ubocznym. Brak oczekiwań to brak rozczarowań.

Rozczarowania natomiast pojawiają się, gdy przyjmuje się perspektywę biznesową. Bo w którymś momencie trzeba reklamować, sprzedawać, opowiadać, robić zdjęcia, jeździć na targi, spotkać się z niezadowoleniem i krytyką. Trzeba wysłać komuś cennik, co z jakiegoś powodu wielu napawa grozą 😉 bo jak to, chcieć pieniądze za dzieła z serca!

I koniec końców nie możesz nawet patrzeć na ten tamborek, który tak na początku cieszył.

Gdy pasja zmienia się w pracę…

Podobnych przypadków jest tysiące: zaczyna się z miłości, pojawiają się możliwości, pasja zmienia się w pracę i koniec końców przestaje cieszyć. Pojawia się zmęczenie, wypalenie zawodowe i niechęć. Tak oczywiście nie musi być; są tacy, co szczęśliwie łączą te dwie sprawy, choć i im zdarza się myśleć, żeby wszystko rzucić raz na jakiś czas.

Dla wszystkich innych, którzy uwierzyli w mit pasji w pracy i pracy z pasji, często to słodko-gorzka przygoda. Miało być przecież tak miło! Jak kochasz, to co robisz, to nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu… prawda? Tak czytałam w Internecie.

Gdy pasja zmienia się w pracę, w którymś momencie muszą dojść wszystkie obowiązki organizacyjne, księgowe, prawne. Obojętnie, czy założysz działalność gospodarczą, czy nie, musisz prowadzić ewidencję sprzedaży, płacić podatek dochodowy, pilnować zapasów kartonów i przesyłek, opłacać faktury, administrować… jak to jest w kaligrafii, opisałam w tym wpisie >> Zawód kaligraf. Ja nie miałam szczególnych oczekiwań, a czasem też myślę o tym, że najmilej byłoby po prostu coś napisać. A tu faktury, księgowość, marketing i inne firmowe rzeczy. 😉 Trzeba chcieć się tym zajmować i przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Zakładając nawet przyjęcie, to się staje często dodatkową pracą po pracy. To z kolei niweluje nasze zasoby czasowe, więc coraz ciężej o wolny wieczór taki dla siebie. Na odpoczynek. To podobno trudne słowo w dzisiejszych czasach, bo każdy chce pracować i zarabiać jak najwięcej. A odpoczynek – uparciuch! no chyba że nazywa się dochodem pasywnym – nie zarabia.

Czy nie brakuje nam zainteresowań?

Nie wiem, czy to kapitalizm pozmieniał nam coś w głowach, czy jeszcze coś innego, ale chyba zaczyna brakować nam hobby. Tak zwyczajnie – zainteresowań, którymi zajmujemy się po godzinach pracy. Bez terminów, rachunków i sprzedawania. Z jakiegoś powodu gdy tylko zobaczymy, że ktoś robi Coś, to od razu pojawia się pytanie o sprzedawaniu. Czemu by nie robić rzeczy tylko dla siebie i najbliższych?

Znam osoby, które w zimowe wieczory siadają i dziergają na drutach. Powstają w ten sposób swetry świąteczne jako prezenty dla rodziny. Presja czasu jest, to fakt, ale jest przede wszystkim przyjemność i oderwanie się od świata. A czy nie tego nam właśnie brakuje?

Jestem ogromną fanką rękodzieła, dzielenia się swoją twórczością i przeciwdziałania bezmyślnemu siedzeniu przed telefonem/komputerem/telewizorem. Haftujmy, kaligrafujmy, róbmy kartki, albumy, lepmy z gliny kubki – jak najbardziej! Im więcej, tym lepiej.

Czasem jednak dobrze, żeby pasja została pasją – i tylko tym.